Co to ma być?
Się dzisiaj rozpiszę – to już druga notka w przeciągu kilku godzin. Oj ma się tę wenę nie powiem :), ale tak bardziej szczerze jest to efekt mojego krótkiego wyjścia na miasto.
Przeszedłem się dzisiaj trochę po mojej mieścince (czy jak kto woli zrewirowałem kwadrat – wiem jak to durnie brzmi, ale samo wchodzi do głowy i za nic nie chce potem wyjść) i trafiłem na jakiś dzielnicowy festyn. Niby wszystko ładnie, baloniki, trampoliny, wata cukrowa, dmuchańce i nawet jakaś dziwaczna sztuczna krowa do dojenia, którą oblegały tłumy chętnych do ciągnięcia za wymiona dzieciaków. Ogólnie pinknie, słodko i kolorowo. Sam pamiętam jak szalałem za dzieciaka na takich imprezach z okazji dnia dziecka czy innego dowolnego powodu. Jednak kurcze muzyka. No czym oni katują te dzieci?!?!? Leciało tam totalne, takie manieczkowe umca-umca, połączone z „jaaaaazda!”. Bez przesady, a potem się mówi, że młodzi słuchają samych głupot. No a czego mają słuchać jak się ich od małego takimi tandetami pasie? Ludzie, myślcie, to przecież nie boli. Robicie krzywdę tak dzieciakom, jak i sobie w przyszłości. Ech no szkoda mi słów. Zły mam przez to humor na cały dzień! I nie wiem, nawet ten wpis na blogu mi chyba nie ulży, ech... co za makabra.18.08.2010. 18:04